RSS
 

Spotkałem nowe kompanije

01 lis

Bieszczady 20011 008

- Witaj John. Miałem ostatnio trochę wolnego czasu, więc wybrałem się w rejs po Polsce i powiadam ci John, że spotkałem wiele interesujących kompanii, które podobnie jak moja działają dla bezpieczeństwa naszych ziem, wód i wszystkiego życia co się na nich znajduje.

- Witaj kapitanie. Wielkie jest wasze zadanie i dobrze się dzieje, że spotkałeś sojusznicze siły w walce o nasze zdrowie i życie. Nie żadne łączenie, ale wspólne działanie wielu osobnych i niezależnych flot jest już sprawdzonym zasadniczym elementem tej walki. A jakież to bandery spotkałeś Wać pan na swoim kursie.

 - Ano razu pewnego z lewej burty minął mnie okręt flagowy, na którym zobaczyłem proporzec z literami WPJ. Po wykonaniu obrzędowych salutów i zwyczajowego przedstawienia się dostałem informację, że WPJ to witalizacja polskiej wsi.

- Chcesz wyjechać na wieś?

- Prawdę mówiąc zawsze na niej byłem. Wieś jest mi bliższa niż miasto, ale wieś która żyje swoim naturalnym rytmem nie zakłócanym przez nowobogackich miastowych budujących na terenach wiejskich rezydencje i pałace by tylko tam mieszkać. Moja wieś to przede wszystkim rodzinne gospodarstwa rolne produkujące zdrową żywność dla siebie i dla szerszego społeczeństwa. Polska jest ciągle jednym z niewielu krajów, gdzie panują warunki niezbędne do naturalnej produkcji zdrowej żywności. Mamy rolnictwo rodzinne, mniej wynaturzone przez chemię i inżynierie niż w krajach zachodnich. Mamy, dzięki Bogu małe i średnie gospodarstwa i żyją jeszcze ludzie, którzy pamiętają , jak po Bożemu tę glebę uprawiać i po gospodarsku hodować zwierzęta. Żywe są też tradycje wiejskie i domowe, wspólnotowe, które spajają w organiczną całość życie w zgodzie z naturą i tworzą naturalne więzi społeczne. To nie musi być czas przeszły, bezpowrotnie miniony, John.

- No, podoba mi się ta dewiza. Wiesz przecież, że ja strasznie lubię wszystko co jest ludowe, z wyjątkiem PRL-u i „Trybuny Ludu”, ale to już na pewno czas bezpowrotnie miniony.

- No nie wiem John, może jeszcze powrócić w innej formie.

- Kapitanie, a ta druga bandera to?

- Tę drugą minąłem z prawej burty tak blisko, że od razu rozpoznałem flagę PQF, czyli Polish Quality Food. To marynarka, która wytwarza, certyfikuje i promuje na świecie polską żywność najwyższej jakości. W jej flocie jest eskadra która gwarantuje tę jakość. To IPJ – Instytut Polskiej Jakości.

- Zaraz zaraz kapitan. Przecież macie już PIW w Puławach i wasz znak jakości. Po co te jeszcze jedne?

- IPJ działa na zasadzie partnerstwa publiczno – prywatnego, a towary ze znakiem jakości PQF rozprowadzane będą przez „Spółdzielnię PQF – Dobro Wspólne”. W przeciwieństwie do mojej kompani to nie są instytucje państwowe.

- Nie ma to jak znaleźć na szerokich wodach bratnią mać marynarską, trzeba to uczcić kapitan, polać ?

- Jasne John. Wina!

- Się robi kapitan. Zdrowie sprzymierzeńców!

- Zdrowie! Ahoj!

- Ahoj!

  

 

 
Komentarze (8)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Jolanta

    1 listopada 2016 o 21:17

    Kapitanie,
    z przykrością wielką donoszę, że dywagacje Waszmości są tyle miłe do czytania co nie do końca prawdziwe.
    Wiem, wiem, jestem niepoprawną sceptyczką, ale …. zdrową żywność mieć możemy tylko wtedy kiedy produkowana będzie detalicznie a nie hurtowo. Kiedy kura po gnoju chodziła to jajka pachniały, a rosół z takiej kury robił apetyt sąsiadom.
    Żeby produkować dużo, modyfikuje się wszystko, a rolnik przyjeżdża do miasta żeby zrobić zakupy, bo sam nic nie produkuje, albo … produkuje łany modyfikowanego zboża.
    Chleb z piekarni, która produkuje na ulepszaczach chleb dla całego województwa albo i do innych aglomeracji kruszy się i nie smakuje (dobrze, że tostery wymyślili).
    Bez wina nie rozgryziesz tematu.
    Ahoj Kapitanie!

     
    • slowman

      2 listopada 2016 o 07:49

      W 100% się z Tobą Jolu zgadzam. Te czasy z falującymi łanami zbóż, kogutem na płocie, drobiem różnorodnym w obejściu i krowami na łące już chyba nigdy nie wrócą. Jednak jest jeszcze czas, żeby dać całą wstecz i choć trochę zbliżyć się do natury. pozdrawiam. Ahoj.

       
  2. ~Michał

    2 listopada 2016 o 14:48

    Witaj Wieniu.
    Na rolnictwie się nie znam, ale coraz mniej widzę pól malowanych zbożem rozmaitem, wyzłacanych…
    Podobnie jak nie kumam tych tajemniczych bander…
    Z jednym się zgadzam, że wracają nam słusznie minione czasy PRL. O tempora, o mores.
    Pozdrawiam i do siebie zapraszam.
    Michał

     
  3. ~danka

    2 listopada 2016 o 19:45

    Witaj Kapitanie☺
    Pamiętam smak masła, kiedy babcia robiła w specjalnej drewnianej beczułce na korbkę::)))..Siadł mleczko ,śmietanka słodka,serki…ach mogłabym tak wyliczać…………
    Powiem krótko…nie spotkamy chyba ,już tych smaków z młodości.Za daleko wszystko zaszło .Wszyscy gonią za ilością ,a nie za jakością.Są małe wyjątki w prywatnych masarniach,ale też nie wszyscy są rzetelni w produktach jakie dodają .Nie wiem ,czy faktycznie coś będzie na lepsze jutro.Polska powinna trzymać swoje produkty ,nie godząc się ,by ktoś zaczął mieszać chochlą .Mam troszkę już rozeznania.
    Jadłam szynkę z Niemiec-Anglii-Norwegii-Danii-Polski……I gdyby ktoś zawiązał mi oczy ,dał skosztować po kawałeczku każdej szyneczki…Odgadłabym od razu—Made in Poland ☺☺☺Pozdrawiam i cieszę się ,że sprawy nabierają rumieńców::)))

     
  4. ~Stokrotka

    3 listopada 2016 o 13:00

    Byłam w sierpniu przez parę dni w takim kraju, gdzie wieś jest jeszcze ciągle wsią, a jedzenie ma ten sam smak od wielu lat.
    I słoneczniki rosną całymi hektarami – aż pod horyzont.
    Zapraszam do siebie

     
  5. ~Malgorzata

    3 listopada 2016 o 13:40

    Kapitanie, już w latach 50 gospodyni dla rodziny kupowala maslo w sklepie, a dla letnikow szykowala tradycyjne dopuszczając dzieci do produkcji co było ogromna frajda. Ale to nie znaczy, ze należy z rezygnacja podchodzić do problemu zdrowej zywnosci, ale dystans i zdrowy rozsadek należy zachować. Pozdrawiam serdecznie M.

     
    • slowman

      6 listopada 2016 o 07:28

      Jasne, Małgosiu. Inaczej prawie nic nie byłoby do zjedzenia.

       
  6. ~Maria

    6 listopada 2016 o 23:44

    Nie żadne dzielenie, ale łączenie – wyłącznie, bo – w kupie siła! Zdrowie sprzymierzeńców!