RSS
 

Archiwum - Październik, 2016

John szuka zdrowego żarcia.

23 paź

viking

- Witaj stary Johnie, co tam słychować u waćpana?

 - A witaj, kapitan. Słuchaj mości kapitanie, tak się przejąłem tym, co poprzednio mówiłeś o twojej Kompani, że trzeba sprawy wziąć w swoje własne ręce. Jak wiesz kuchnia u mnie dobra, ale jeśli chodzi o żywność to musi być bezpieczna.

 - Święte słowa John. Musimy już teraz szukać własnych źródeł zdrowej żywności, bo jest wielce realne, że przegramy tę wojnę. Nie mniej jednak walczymy. Z każdym dniem rośnie poparcie społeczne dla nas. Ludzie nie chcą zmian, my też nie. Mamy poparcie związków branżowych, stowarzyszeń, a nawet w samej Izbie Lordów. Klarujemy nasze statki szykując je do obrony, zakładamy siatki, aby utrudnić abordaż i aby chroniły nas przed kulami łańcuchowymi, szykujemy działa, w ładowniach gromadzimy kule i proch. Jednym słowem John, wojna nieunikniona. Królewska armada pnie w zaparte, a my już teraz wypływamy naprzeciw z naszymi hasłami wolności, niezależności i samodzielności. Za nami stoi wiedza i doświadczenie, uznanie i autorytet. Tego nie ma  i nie będzie miała ta nowa kompania, bo na to trzeba sobie zasłużyć. Na dobrą opinię trzeba pracować przez wiele lat, John.

- Racja kapitanie, a jeśli chodzi o te nowe źródła to całkiem niedawno nawiedził mnie pewien weterynarz, niejaki Paolo Garbelli z Włoch.

 - Mówi się lekarz weterynarii John, brzmi ładniej, a z pewnością bardziej kulturalnie. Czy, jak jesteś chory to idziesz do lekarza, czy do medyka?

- Ok, kapitan. No więc ten dr. Garbelli przez 11 lat pracował jako lekarz weterynarii, leczył psy, koty i inne gady, aż w końcu, jak ty to ująłeś, wziął sprawy w swoje ręce i zajął się hodowlą świń i produkcją szynki parmeńskiej i szynki San Daniele. W swoim gospodarstwie ograniczył zastosowanie antybiotyków i innych chemikaliów o 90 % poprawiają warunki dobrostanu zwierząt i zastosowaniu ozonu do paszy i do powietrza w chlewni. Ozon ma właściwości antybakteryjne, przeciwwirusowe i przeciwgrzybicze. 

- Przecież w naszym kraju można stosować antybiotyki jedynie w paszach leczniczych. Nie ma mowy o stosowaniu antybiotyków w profilaktyce. To jest teraz naprawdę ściśle kontrolowane John przez naszą Kompanię.   Nie wiem tylko, co będzie potem, jak ją rozwalą.

- No właśnie, kapitan. Jak was za przeproszeniem  rozwalą, to ja już będę miał zapewnione inne źródła żywności do mojej tawerny. Już zamówiłem u dr. Gerbelliego jego szynkę na Święta. Będzie z certyfikatem Związku Hodowców Wolny od Antybiotyków – „Antybiotyk Free”.

- Co to za związek, John?

- To związek hodowców trzody chlewnej o angielskiej nazwie „Very Italian PIG” z siedzibą w Leno w prowincji Brescia, skupiający hodowców, którzy proponują hodowlę bez stosowania antybiotyków. Dostali już zamówienia na swoje produkty ze Stanów Zjednoczonych i z wielkiej Brytanii. Coraz więcej producentów mięsa zaczyna się organizować, by w hodowli zwierząt zrezygnować ze środków chemicznych. Doktor weterynarii Paolo Garbelli koordynuje tego typu przedsięwzięcia i nadzoruje je od strony medycznej.

- A więc prywatny nadzór w miejsce, albo obok państwowego.  To już się dzieje i u nas John. Wiesz, że na fermach drobiarskich dostarczających swoje produkty do TESKO ten koncern  pobiera próby do badania w kierunku pałeczek Salmonella pomimo wystawienia oficjalnych urzędowych świadectw zdrowia?

 - A widzisz kapitan, zaufanie już zaczyna spadać.

- Polej, John jakiejś okowity, bo czuje się struty i zmyty.

- Się robi kapitan. Wódkę mam bezpieczną.

 - No bo nie masz czeskiej…cha, cha cha.

 - Zdrowie kapitan.

- Zdrowie John. Ahoj!

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Oficerek od swiń i bydła na moim pokładzie

06 paź

Bark

- Wpakowali mi na pokład zwierzęta John.

 - No, co ty, kapitan! Przecież ty paszowiec

- Samo to jeszcze jakoś ujdzie, ale razem z tymi zwierzętami przydzielili mi oficera od ich dobrostanu i wiesz co John, to jest ten sam gość, co wpakował się na mnie na Baryczy.

 - Nieciekawa sprawa. A mogłeś odmówić?

  – Uczciwie przyznaję, dano mi wybór, że albo sam wezmę te zwierzaki i sam zadbam o ich dobrostan, albo powierzę to owemu oficerkowi. Zgodziłem się bo myślałem, że będę miał mniej roboty.

 - No to chyba zrozumiałe.

 - Tak John, Roboty to może i ja mam mniej, ale nie dlatego, że on jest na pokładzie mej łodzi tylko, że działa po prostu destrukcyjnie na moją robotę.  Przeszkadza, po prostu zawadza. Wszędzie go pełno.  Po trzech rejsach powiedziałem szefowi, że jednak będę woził zwierzęta i pasze sam, a oficerek niech wozi swoje świnki i bydlaki w osobnej balii.

  – No i co?

 - Oficerek przestał się do mnie odzywać, a gaduła z niego wielka.  Ale ja wczoraj zrobiłem trzy kursy ze zwierzętami i dwa z paszami tymczasem on jeszcze po swoje nawet nie popłynął.

 - Polać kapitan?

 - Jasne John. Dziś stoję w porcie. Barowa pogoda. Pada już od kilku dni. Winogron mi pięknie obrodził w tym roku. Nastawiłem dwa balony wina.

 - Pomidory też się udały.

 - To prawda John. Nie pamiętam takich czasów, w których mogłem je jeść do woli. Cały sezon niemal codziennie jajecznice z pomidorami, sosy i zupy pomidorowe, pasty, sałatki, leczo , te koktajlowe to jadłem jak cukierki z miseczki. Do tej pory wiszą jeszcze na krzakach, ale nie wiem co się z nimi dzieje, bo cały czas leje. Jak się okażą jeszcze dobre i ładne to sprezentuję je szefowi .

 - Chyba za to, ze uwolnił cię od tego oficerka od dobrostanu. 

 - E tam, tak sobie mu dam, chyba za to, że to po prostu fajny gość, chociaż to że dał mi możliwość wyboru i później pozwolił się mi z tego wyboru wycofać , to chwała mu za to.

 - No to zdrowie szefa.

 - Zdrowie, zwłaszcza, że ma dziś imieniny.

 - Ahoj kapitan

 - Ahoj John.

 

 

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii