RSS
 

Archiwum - Listopad, 2015

Świnia czy Świna?

15 lis

DSC_0720

- Ach kapitan! Dobrze, że jesteś. Wczoraj, jak łowiłeś ryby na Baryczy, to my tu wszyscy toczyliśmy intensywny dyskurs na temat, skąd się wzięła nazwa Świnoujście. Ty, kapitan, jako stary bywalec tychże stron chyba coś wiesz w tej sprawie?

  – Miły Johnie! W tym mieście uchodzi po prostu rzeka Świna i z stąd ta nazwa miasta.

 - A ja żem sobie dumał, że t tego miasta świnie uchodzą.

  – W tym właśnie problem, że nie uchodzą. Świnie i to często dzikie tam są. No dobra, jak chcesz to ci opowiem skąd nazwa się bierze. Jak wiesz, John przez dziesięć lat mieszkałem i pracowałem w Międzyzdrojach. Miastem graniczącym ze Świnoujściem. Ta nazwa – Świnoujście, nigdy nie dawała mi spokoju. Skąd się wzięła? Czy rzeczywiście tędy uchodziły jakieś świnie, a jeśli tak, to gdzie? Problem ze świniami miasto Świnoujście ma zresztą do dziś, podobnie jak i Międzyzdroje. Tyle tylko, że to są dzikie świnie i nigdzie nie uchodzą tylko podchodzą do ludzi. Nauczyły się bowiem, że turyści zawsze mają coś dla nich do jedzenia i to pomimo często spotykanych tablic z napisem: „Nie karmić dzików”. Zdarzało się też niestety, że niejeden turysta został poturbowany przez owe dzikie stworzenia. Prawdopodobnie nieszczęśnik albo nie miał nic do jedzenia, albo nie chciał się z „braćmi mniejszymi” podzielić. No i jak tu nie karmić.
Władze miasta zorganizowały więc specjalną akcję i sami dokarmiali te zwierzęta. Pasza jednak była zatruta. Nie tak, aby zwierzęta padały jak muchy, ale tak aby się zaśliniły jak czasami śliniak z „Rodziny zastępczej” i popłakały jak bobry. Nie bardzo to jednak skuteczne lekarstwo. Dziki grasują nadal. Widocznie prawdą jest to, że do wszystkiego można się przyzwyczaić. Do trucizny też.
Być może zapłakane dziki to dalecy potomkowie świń, które mieszkały tu w XVIII wieku i wywołały prawdziwą czterdziestoletnią „świńską wojnę”. Ubodzy chłopi hodowali tu świnie w sposób wybitnie wolno – stanowiskowy, a nawet wolno – wybiegowy. Świnie wybiegały bowiem tam gdzie chciały, a chciały najczęściej do lasów książęcych i borów królewskich, na co książęta pomorscy i król Prusiech nie mogli się zgodzić. W obronie nadmorskich plantów w 1763 roku Ehbers, nadzorca budowy portu, zażądał ustanowienia pastucha, który opiekowałby się hordami. Kilka lat później nakazano niepokorne zwierzęta odstrzeliwać. Kłopot rozwiązał się na początku XIX wieku, kiedy to przemyt, który rozkwitł w porcie w okresie wojen napoleońskich, stał się zajęciem o wiele bardziej lukratywnym niż hodowla świń i rybołówstwo nawet razem wzięte, czyli nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Od 1824 roku ambicją Świnoujścia stało się uzyskanie statusu nadmorskiego kurortu i świnie odeszły w niepamięć, bo już wtedy politycy wyznawali zasadę, że jak się chce jakiegoś problemu pozbyć, to należy udawać, że go nie ma, albo czym prędzej zastąpić go innym.
Ja tam mam swoją teorię. Kiedyś rzeka Świna nazywała się po prostu Świnia. Nikomu to nie przeszkadzało, ale kiedy zaczęli przyjeżdżać turyści to zrobiło się trochę głupio, bo nikt nie chciał wypoczywać nad Świnią albo mieszkać nad Świnią, że o pływaniu w Świni nie wspomnę, nawet jeśli jest ona przez wielkie Ś. Przerobiono więc nazwę na Świna.

  – Pewnie zaschło ci już w gardle od tego gadania, może wina?

  – Byczą krew poproszę.

– Dalej nie jesz mięsa, kapitan?

– Nie dlatego namiastką jest bycza krew.

- Za te opowieść masz całą butelkę z rabatem.

  – Jakim?

– Toaleta i szatnia za darmo.

– O ty swinio!

– Żartuję kapitan.

– Ja też, twoje zdrowie John!Ahoj!

  – Ahoj, kapitan.

 
Komentarze (23)

Napisane w kategorii Bez kategorii