RSS
 

Archiwum - Grudzień, 2014

Pan Karp

16 gru

Pan Karp

– Witaj John, wiesz ja chyba już ostatni raz w tym roku jestem u ciebie w „Tawernie Pod Wrakiem”. Jutro wyruszam w 10-dniowy rejs powrotny do domu.. Cała moja barka załadowana karpiami. 30 ton karpa z Pomorza Zachodniego trafi dzięki mnie na Dolny Śląsk. Stawy Milickie nie dają rady sprostać zapotrzebowaniom dla Wrocławian
– 30 ton? I to żywe?
– Tak, John żywe, jako żywo.
– W wodzie?
– Tak, Johnie.
– No to masz pływający staw.
– Owszem, bardzo niewielki, ale masz racje, to jest staw, a właściwie stawek.
– To się opłaca?
– Musi, John. To konieczność. To obrona przed czeską konkurencją. My, Polacy jesteśmy największym producentem karpia w Europie. Rocznie jesteśmy w stanie wyprodukować od 15 do 18 tyś ton karpia. 80 % tej produkcji trafia na nasz rynek w okresie przedświątecznym, 10 % eksportujemy do Niemiec, pozostałe 10 % zjadamy w ciągu roku. Polscy hodowcy są w stanie zaspokoić w 100% zapotrzebowanie Polaków na karpia na wigilijnym stole, a mimo to Czesi są w stanie wepchnąć nam te swoje przerośnięte ryby. We Wrocławiu co dziesiąty karp, to karp czeski. Ach, John, nagadałem ci o tych procentach, więc polej mi jakieś procenty, bo w gardle mi zaschło.
– No to trzeba im zrobić kontrolę weterynaryjną, tak jak oni robią nam i coś im z tego zakwestionować. – powiedział John, stawiając przede mną szklaneczkę z trunkiem.
– Wiem do czego zmierzasz John, Czeskie służby weterynaryjne kontrolują niemal wszystkie nasze produkty spożywcze, ale sami Czesi chętnie je kupują, bo są lepsze od ich rodzimych . Problem w tym, John, że żywy karp nie jest żywnością. Nie ma żadnych uregulowań prawnych mogących powstrzymać ten proceder. Owszem są zalecenia, ale żadne z nich nie ma mocy prawnej. Karpie, jeśli nie wykazują objawów chorobowych mogą wjeżdżać do Polski bez przeszkód .
– Czym różni się czeski karp od naszego?
– Widziałeś John stawy milickie?
– No to proponuję ci je odwiedzić. Tam zobaczysz jak żyje sobie polski karp, Pan Karp, a potem pojedź do Czech i zobacz w jakich kałużach są hodowane ich karpie. Ich karpie śmierdzą mułem i nawet sami Czesi twierdzą, że karp, którego nie czuć mułem nie jest godny zainteresowania.
– Co kraj to obyczaj.
– No to niech sobie jedzą te swoje śmierdzące, ale niech nie wciskają ich na nasz polski stół.
– Jeszcze jedno, kapitan. Powiadasz, że wieziesz żywe karpie. Czy to nie za wiele zachodu? Może lepiej dać sobie spokój ze sprzedażą żywego karpia?
– John, żywy karp na Święta to nasza i nie tylko nasza narodowa tradycja. Już na Dalekim Wschodzie uważanym za kolebkę gospodarki stawowej w Japonii i Chinach już 5000 lat p.n.e. stosowano masowy wychów ryb, w starożytnym Rzymie były tzw. pisciny czyli sadzawki, gdzie trzymano ryby na liczne biesiady. Pierwsze historyczne wzmianki o karpiu w stawach pochodzą z klasztorów Bawarii z X wieku oraz Czech i Moraw z XI wieku. W Polsce hodowlę karpia rozpowszechnili o.o. Cystersi budując staw hodowlany w Jędrzejowie w 1140 roku i w mogile pod Krakowem w 1218 roku. Na Dolnym i Górnym Śląsku koło Opola, Niemodlina, Milicza zakładali stawy karpiowe o.o. Templariusze i o.o. Benedyktyni. Również królowa Bona wybudowała w 1560 r. staw liczący 460 ha koło Knyszyna. Dziś nazywa się on stawem Zygmunta Augusta. Pan karp jest stary jak świat John.
– No dobra, kapitan, ale czy musi być on na Święta być sprzedawany żywy?
– Musi John. Jak ci już wspomniałem 80 % całej polskiej produkcji karpia trafia na nasz rynek krajowy w okresie przedświątecznym. Tu pojawiają się problemy związane ze wstępnym przetwarzaniem karpia i przetrzymywaniem w warunkach chłodniczych (0-2°C). Okres przechowywania mięsa karpia w warunkach chłodniczych wynosi 7 dni. W ciągu 1 godziny pracownik produkuje 10 – 35 kg fileta karpia, bo dominuje tu obróbka ręczna. Teoretycznie do przetworzenia w ciągu 1 tygodnia całości sprzedawanego karpia należy zatrudnić 2850 pracowników pracujących przez 7 dni po 8 godzin dziennie, co przy pracy na trzy zmiany potrzebne by było 950 stanowisk pracy spełniających wysokie wymagania sanitarne. Wniosek jest tylko jeden: to nierealne John.
– No, ale gdzie tu tzw. dobrostan karpia?
– Karp ma niebywałe możliwości adaptacyjne w sytuacjach niedoboru tlenu. 30 % tlenu atmosferycznego karp może pobrać przez skórę. Spokojnie możemy przenieść go do domu w zwykłej foliowej torbie nawet przez 2 godziny pod warunkiem, że torba będzie nie zawiązana, a karp utrzymywany w naturalnej dla niego pozycji czyli w pozycji pionowej. Nie ma uwarunkowań prawnych John przy sprzedaży bezpośredniej żywego karpia. Istnieją tylko zalecenia, ale o ile są one spełnione dobrostan karpia może być zachowany.
– Ponoć w Unii gadają o zakazie sprzedaży żywego karpia. Prawda to kapitanie?
– Nie wiem John, ale to by była katastrofa dla polskiego rybaczenia John. To byłby koniec polskich stawów, polskiej ryby, a na Boże Narodzenie serwowano by nam karpiowate badziewie z Chin. Chiny na to tylko czekają. Już teraz produkują 75 % całej światowej produkcji karpia.
– Boże uchowaj, kapitan. Polać jeszcze?
– Polewaj John, polewaj, ryba wszak lubi pływać. Ahoj!

 
Komentarze (17)

Napisane w kategorii Bez kategorii