RSS
 

Archiwum - Listopad, 2014

Polska koszem na śmiecie

28 lis

Salwadorski krajobraz

-Ahoj, kapitanie, a bywaj tu bywaj- od samego progu wała do mnie John.

- Ahoj, John. Od razu polewaj, bo mi jakoś tak w gębie gorzko, a i na sercu kamień jakby leżał.

- A skąd ta gorycz ci się wzięła?

- Od trucizny, John, od trucizny.

- Otruli cię?

- bez mała, John. Wracam z Gdyni, gdzie przyprowadziłem łajbę z 70 tonami śmieci z Salwadoru przez Atlantyk.

- A po co nam te śmieci?

- Nie mam zielonego pojęcia, John. Ich miejscem docelowym jest Dąbrowa Górnicza. Tam mają być ponoć spalone.

- Co to za śmieci?

 - Tego też dokładnie nie wiem. To coś jest zapakowane w beczkach. Powiadają, że to pestycydy, ale są i takie głosy, że to tzw. „czerwona woda”, która powstaje przy produkcji materiałów wybuchowych. Jest niesłychanie wysokotoksyczna. W Salwadorze leżało to, to już od 30 lat i nikt nie chciał tego wziąć.

- Polacy wzięli.

- Ano wzięli.

- Czyli, co? Salwadorczycy zrobili sobie wielkie przedświąteczne sprzątanie, a Polska stała się kubłem na śmiecie.

 - Na to wygląda, John.

- No, a ten kamień na sercu to skąd?

 - A bo jak płynąłem przez ten Atlantyk z zatrutymi beczkami, to przynajmniej myślałem sobie, że umilę tę podróż jakąś lekturą. Wiesz, że ostatnio bytuję w tekstach Hrabala i dość wysoko sobie cenię „Pociągi pod specjalnym nadzorem”, czy też Np. „Święto przebiśniegu”, albo dajmy na to „Wesela w domu”. Ni jak jednak, nie mogłem rozgryźć „Rozpirzonego bębenka”. Widać Bohumil , jak to pisał musiał być kompletnie zachlany. Po trzeźwemu ta lektura jest po prostu niestrawna i dla mnie również niesmaczna. Być może, gdybym się zrównaj z poziomem upojenia z imć Panem Hrabalem, to czytanie poszłoby mi łatwiej. Nie mogłem jednak się zachlać, bo miałem na karku te przeklęte beczki, a i to nie wiem jednak czy byłbym w stanie mu wybaczyć obraźliwych słów względem Polek i Polaków, a tu ci zacytuję John słowa głównego bohatera, który w całej tek mikropowieści przechwala się swoją męskością, choć jest zwykłym Czechem w austriackim wojsku: „…a kiedy indziej i gdzie indziej także Polki, te są w każdej chwili gotowe się rozłożyć, było ich też najwięcej pośród dziwek …” , a jeszcze w innym miejscu oberlejtnant Kotyl woła „…a to lubię takie wojsko, a nie jak te Polaki, kurwy zasrane, posrane….”  A jak na Jezusa w tej książce Hraba najeżdża! Powiadam ci John, ten, kto to badziewie tłumaczył na polski uczynił z Polski taki sam kubeł śmieci jak te toksyny salwadorskie. Tyle tylko, że jedne ranią duszę, a inne środowisko.

- Wyrzuć tę książkę kapitanie do kosza i się napij. To najlepsze dla duszy lekarstwo.

 - Napić się napiję, ale książki nie wyrzucę, bo nie moja tylko z biblioteki.

- A propos Czechów. Ponoć gustują oni w wielkich śmierdzących mułem karpiach.

 - Prawda John, oni żreją tłuste karpie ważące przynajmniej 2,5  kg i hoduję je 4 lata. W Polsce hoduje się karpia 3 lata i raczej lubimy te mniejsze coś około 1,5  kg.

- Oczywiście zapraszam cię kapitanie na wigilię do tawerny. Karpie już czekają w magazynowym stawie i się oczyszczają z mułu, co by nie śmierdziały nam na naszym stole, jak tym Czechom.

 - Ahoj John.

- Ahoj, kapitan.     

 

 
Komentarze (14)

Napisane w kategorii Bez kategorii