RSS
 

Archiwum - Grudzień, 2013

Wigilia z załogą „Minerwy”

19 gru

 

 

20-tego grudnia „Minerwa” wpłynęła do portu na świąteczny postój, który potrwa najprawdopodobniej aż do 7 – go stycznia przyszłego roku. Stoi teraz sobie przy kei majestatyczna, dumna z opuszczonymi żaglami, niczym łabędź ze złożonymi skrzydłami i kołysze się leniwie i miarowo w takt rozchodzących się w kanale portowym fal i morskiej bryzy. Załoga zeszła na ląd i albo zasiedliła miejscowe tawerny i knajpy portowe, albo wspomaga teraz w domu swoje żony, matki i kochanki w przedświątecznych przygotowaniach. Ale jest taki dzień, który już od niepamiętnych lat stał się tradycją „Minerwy”, i który zdarza się jeszcze w Adwencie. To dzień naszej wspólnej wigilii, nasze spotkanie opłatkowe. Tym razem też było, ale pod wieloma względami było to historyczne spotkanie.

 - Witaj John. Nie, nie, nic mi nie nalewaj, co najwyżej zimną colę. Byłem wczoraj na opłatkowym spotkaniu, które, jak zapewne wiesz wydaje co roku nasza załoga i trochę jestem alkoholowo nasycony.

 - Zaprosili cię?, kapitanie. Przecież już nie należysz do załogi.

 - No właśnie John. Sam się zdziwiłem, kiedy Patria do mnie zadzwoniła i powiedziała, że mnie zaprasza. Miłe to, co nie John?

 - O ile mi wiadomo to zdarza się chyba po raz pierwszy, aby zapraszano byłych załogantów.

 - Masz racje John. Po raz pierwszy. Może, dlatego że nie było w tym roku żadnego przedstawiciela niedźwiedziej admiralicji.

 - Nie było waszych szefów? Nie gadaj, kapitanie…a czemuż to?   

 - Sam nie wiem John. Odesłali zaproszenia do Małego Johna, który razem z Patrią organizowali spotkanie, aha, wcześniej jednak urządzili w swoim stylu „polowanie na czarownicę”, czyli na Patrię. Myśleli, że ją przyłapią na tym, że nie ma jej na pokładzie okrętu.

 - A powinna być?

 - Nie, bo „Minerwa” stoi w porcie przy kei i załoga ma wolne.

 - To admiralicja nie wiedziała, że „Minerwa” nie pracuje?

 - No popatrz John! Nie wiedziała.

 - No i co na to Patria?

 - Ano, jak to Patria. Powiedziała, że zwolnić się nie da, i że zwalnia się sama. Cała Paty.

 - No to chyba też się zdarza po raz pierwszy, żeby na waszej wilii nie było szefostwa.

 - No nie całkiem, John. Był sam admirał, a raczej pani admirała  z Floty Krotosa.  

 - Z floty Krotosa? Wielkie nieba! A co tam u was Krotos robił?

 - Ano widzisz, John! W tym roku po raz pierwszy Flota Niedźwiedzia i Flota Krotosa wspólnie razem urządzili sobie wigilię. 

 - Zaiste, wiele rzeczy tu się wydarzyło po raz pierwszy. To przejdzie do historii, kapitanie.

 - Tym bardziej John, że i miejsce, w którym biesiadowaliśmy było, że tak powiem dziewicze, jeśli chodzi o organizację naszych spotkań. To była stadnina koni.

 - Myślałem kapitanie, że konie to ci raczej wyszły bokiem.

 - Martwe tak, John. Żywe nie wyjdą nigdy mi bokiem, a na moim wigilijnym stole ze stadniny będzie tylko siano, John. Dzięki Hawrance, która więcej czasu spędza w owej stadninie, aniżeli na „Minerwie” mogliśmy zwiedzić powozy z przełomu XIX i XX wieku. Mówię ci John, czarujące pojazdy, piękne bryki: bez silnika, bez klimy, bez ogrzewania, bez GPS, ale za to, z jakimi kanapami i lampami na świece knotowe. Cudo, John.

 - Wyobrażam sobie.  

 - No, dzieciaki miały radochę .

 - Dzieciaki? Przyszliście z dziećmi?

 - No, nie. Co ty John? To byli uczniowie szkoły muzycznej i grali i śpiewali dla nas starodawne kolędy w strojach z epoki. Ten zespół to już Paty załatwiła.

 - Ale super!

 - Też tak myślę, bo śpiewanie raczej nie jest naszą najmocniejszą stroną. Zwłaszcza kolęd.

 - No tu w tawernie śpiewanie raczej ci wychodzi, kapitanie, zgłasza po kilku głupszych.

 - Tak John. Tylko powodów do śpiewania coraz mam mniej. Wieści niosą, że Kompania Europejska chce nam od lipca zaproponować nową pracę zapewniając w ofercie słońce świeże powietrze, piasek i wodę.

 - Czy to praca na plaży, kapitanie?

 - Nie John. To praca przy betoniarce.

 - Chyba żartujesz!

 - Też myślałem, że to żart i mam nawet taką nadzieję. Ale, co tam John. Nie ma się co martwić na zapas. W górę serca John! Tam w górze lepiej tę nadzieję widać.

 - Zabrzmiało adwentowo, kapitanie.

 - No, bo to Adwent , John, a ja wierzę, że spełni się moje oczekiwanie. Tam w górze dostrzegam światło zbawienia dla mnie, a więc „w górę serca John!”.

 - W górę serca, kapitanie, choć nie zawadziłoby i kielicha jakiegoś wznieść.

 - Potem John, jak już wszystko będzie jasne i nastanie czas świętowania.

 - Ahoj, kapitanie!

 - Ahoj, John!        

 
Komentarze (31)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Skąd przychodzimy, kim jesteśmy, dokąd zmierzamy?

06 gru

 

 

 

 - A cóżeś mi za gołą babę przytargał, mój miły kapitanie?

 - Bez obrazy John, to obraz, mój obraz. Chcesz, mogę ci go sprzedać? Pasuje do twojej tawerny. Wiesz przecież, że jak nigdy potrzebuję kasy.

 - Goła baba w mojej tawernie?

 - Zaraz ci wszystko wytłumaczę, John.

 - Nie musisz kapitanie, sam widzę. Goła baba, ale …. jakby się tak bliżej przyjrzeć, to może to nie być jednak baba….hm…delikatność rysów i kształt dłoni wskazują na kobietę, ale jak się popatrzy na talię…hm… to może być i chłopak.

 - Brawo John! Masz zmysł spostrzegawczości. To efekt zamierzony. Malując ten obraz chciałem wyrazić w ten sposób oczekiwanie. Oczekiwanie na kogoś bliskiego. Ta naga postać na plaży, oparta o jakieś drzewo wpatruje się w mgliste fale na horyzoncie. Ona wypatruje John, wypatruje kogoś bliskiego, kogoś, kto jest na morzu i nie wraca. Ona czeka, John.  Nie jest ważne John, czy to kobieta, czy mężczyzna, bo dzisiaj równie dobrze może i facet czekać na swoja kobietę, aż powróci z morza. Dziś często role się odwracają John.

 - To prawda kapitanie, takie czasy. Równie dobrze to facet może dziś czekać na faceta, lub kobieta na kobietę.

 - No i jeszcze to drzewo, John.

 - No, co z tym drzewem?

 - Widzisz, John! Nie wiadomo, jakie jest to drzewo, żywe czy martwe? Tak jak i owa kobieta czekająca na plaży nie wie, czy jej wybranek czy wybranka żyje, czy też nie. Ale znajduje jednak w nim oparcie, ta osoba, choć faktycznie jest daleko, gdzieś za siną dalą jest jej oparciem, jej ostoją. Dlatego czeka, John, czeka oparta o drzewo.  

 - No i to drzewo, kapitanie.

 - Co z tym drzewem?

 - Ano widzisz mój kapitanie drzewo to też rodzaj nijaki, niby ma korzeń, ale i dziuplę. Ni pies, ni wydra, czyli ani facet, ani kobieta. Trudna jest nawet rozpoznać nazwę tego drzewa na obrazie. Nie wiadomo, czy to dąb, czy sosna? Ta symbolika aż pachnie trzecią płcią kapitanie, taka samą, jaką szukał i znalazł Paul Gauguin na Haiti.

 - Zaskakujesz mnie John. W samej rzeczy trafnie odczytujesz ten obraz. Rzeczywiście pewną inspiracją był obraz Gauguina „Skąd przychodzimy, kim jesteśmy, dokąd zmierzamy”. Tam centralna postać zrywająca jabłko z rajskiego ogrodu jest chyba Adamem, choć pewności tu nie mam, a powszechnie wiadomo, że to Ewa zerwała jabłko. Może to jednak Ewa? Ale wyraźnie widać, że w tej przepasce na biodrach nieprzyzwoicie sterczy męski członek….

 - Grzech podnieca kapitanie równie dobrze jak naga kobieta, ale teraz przynajmniej rozumiem dlaczego namalowałeś ten akt od tyłu. Malując z przodu musiałbyś się na coś zdecydować, albo namalować kobietę, albo mężczyznę.

  - Nie tylko oto chodzi, John. Ten obraz malowałem z pamięci. Malując akt z przodu musiał bym namalować twarz. Nie wiem czy potrafiłbym oddać wyraz oczekiwania i tęsknoty na tejże twarzy Aby tak się stało potrzebowałbym modelki.

 - Mogę ci podesłać któraś z moich panienek, kapitanie, ale sam wiesz, że one raczej każą sobie słono płacić za rozbieranie się przed facetami. Ciebie raczej w teraźniejszych czasach nie stać na to, kapitanie.

 - W rzeczy samej John, ale kiedyś były i takie czasy, że nie musiałem w ogóle płacić kobietom, ale swoją drogą mogłyby się przede mną rozebrać te twoje panienki za połowę ceny.

 - A to niby, z jakiej paki?

 - Ano z takiej, że ja bym je malował nagie, sam będąc jednak w ubraniu, co najwyżej coś by tam mi sterczało nieprzyzwoicie.

 - Musiałbym cię nie znać kapitanie, by w to uwierzyć.

 - John, mam przecież żonę. Już dawno się ustatkowałem. Jestem stateczny, choć aktualnie bez statku. A pro po statku, widziałem wczoraj „Minerwę” Płynęła Motławą pod pełnymi żaglami.

 - Dobrze, że to było wczoraj. Dziś nie dali by rady. Orkan Ksawery szaleje.

 - To prawda John. Ale widok był wspaniały. Dalej uważam, że najpiękniejsze na tym świecie są trzy rzeczy: naga kobieta, okręt pod pełnymi żaglami i koń w galopie.

 - To ile chcesz za ten obraz kapitanie?

 - Postawisz mi panienkę John i będziemy kwita.

 - Przecież masz żonę kapitanie.

 - Do malowania, John, do malowania. Przecież gołej żony nie namaluję.

 - A szkoda.

 - John!

 - No dobra już dobra, żartowałem.

- A żebyś wiedział, że szkoda. Zobacz, jak płynie „Minerwa”.

 

 
Komentarze (15)

Napisane w kategorii Bez kategorii