RSS
 

Archiwum - Listopad, 2013

Wieści z „Minerwy”

23 lis

 

 

 

Jakby się mleko rozlało i wypełniło swą bladą bielą przestrzeń tego świata. Taka mgła, że nic prawie nie widać. Okazałe gmachy Akademii Morskiej, Teatru i Muzeum Narodowego utonęły w szaroniebieskiej poświacie i tylko stali bywalcy tego portowego nadbrzeża mogliby się orientować o ich szczegółowej lokalizacji. Na samym nabrzeżu zaś, stojące nieme postacie niczym duchy penetrują swoimi oczodołami wodną spokojną, jeszcze uśpioną toń, od czasu do czasu tylko, potrząsają kijem lub kręcą kołowrotkiem. Sporo tu tych wędkarzy. Mam niemal pewne przekonanie, że tu wcale nie chodzi o ryby, tylko o wybór spędzania wolnego czasu. Czasu, którego z różnych przyczyn ma się pod dostatkiem. Ja od czasu, jak się zaciągnąłem na patrolowy kuter Ochrony Wybrzeża, mam tego czasu mniej, ale wciąż jeszcze sporo, by po pracy odwiedzić starego Johna.

 - A witam, witam kapitana!  – Zakrzyknął śpiewnie stary John.

 - Ahoj, John. – Odpowiedziałem na powitanie.

 - Nie wiem tylko, co podać, bo pora wczesna, ale aura typowo barowa.

 - Rum z herbatą John.

 - Rozumiem. Herbatę z rumem. Czy coś jeszcze?

 - Nie, John. Nie rozumiesz. Mówię o rumie z herbatą, a nie o herbacie z rumem w szklance do herbaty, a czy coś jeszcze, to się jeszcze okaże.

 - Jasne. Teraz rozumiem. A wiesz, co, kapitanie? Wczoraj byli tu w tawernie twoi kamraci z „Minerwy”.

 - Ach tak, i co, co mówili.

 - Ano, wiesz, jak to jest, kapitanie. Jak się wymienia „starego” na okręcie, to marynarze plotkują i na tego starego „starego” i na tego nowego „starego”. O tobie gadali, żeś ponoć zostawił niezłe wpisy w dzienniku pokładowym „Minerwy”.

 - Eee tam, John. Jakie tam wpisy. Takie tam sobie bajania dla urozmaicenia monotonii urzędowych zapisków w postaci locji, stanu morza, kursu, węzłów i takich tam innych nudnych meldunków.

 - Ale oni je teraz czytają kapitanie i się śmieją.

 - No i o to chodzi John. Właśnie o to mi chodzi by się śmiali. Życie na tym okręcie jest nudne, jak flaki z olejem, to niech się chłopcy trochę rozerwą.

 - No, wczoraj widziałem. Boki zrywali ze śmiechu. A pro po, kapitanie. Kto to jest ten Józef Bartosik, na którym ponoć suchej nitki nie zostawiłeś w tym swoim dzienniku?

 - A tam, taki tam jeden, na górze powszechnie szanowany, a na dole, jak najbardziej dołowany. Nikt z podwładnych go nie lubił.

 - No, ale to ponoć wiceadmirał.

 - Kontradmirał, kochany Johnie, ale w stosunku do załogi to rzeczywiście był kontra, a zresztą, gość już dawno nie żyje, więc zaszkodzić mu już nie mogę.

 - Ani pomóc.

 - O, a tu się Johnie mylisz. Zawsze mogę się za niego pomodlić.

 - A modlisz się?

 - Jakoś nie.

Milczeliśmy chwilę razem. Mgła za oknem tawerny zaczęła powoli opadać, tak, jak mnie z każdym łykiem rumu z herbatą opadało zmęczenie po nocnej szychcie na kutrze patrolowym. Język mnie świerzbił, by wyciągnąć od Johna jeszcze jakieś plotki z „Minerwy”.  W końcu człek jest ciekawy, co słychać na okręcie, na którym służyło się 10 lat.

 - Co jeszcze gadali, John?

 - Ano to, że za jakieś pół roku nie będzie się już wpisywało do dziennika pokładowego przebytych węzłów.

 - Ano to chyba dobrze John. Powinni jeszcze skasować obowiązek zapisywania pozycji.

 - A to, dlaczego?

 - Wtedy taki dziennik pokładowy po prostu straci rację bytu i nikt już w nim nie będzie robił jajcarskich wpisów, ani ja, ani ktokolwiek  inny.   

 - To był jeszcze ktoś, kto robił te wpisy?

 - Przede mną panowała forma demokratyczna. Wpisy robił każdy, kto tylko chciał. Nie było to za dobre, bo był taki jeden, co w rubryce „Pozycja” zamiast podać współrzędne, rysował sprośne rysunki. 

  - Ale jaja!

 - Jaja i nie tylko jaja malował.

 - Dlatego wziąłeś się sam za prowadzenie dziennika.

 - No tak.

 - No, ale ty kapitanie ponoć nie byłeś wcale lepszy. Co prawda nie rysowałeś, ale za to pisałeś.

 -, Dlatego lepiej żeby tego dziennika nie było John, bo siłą rzeczy, jeśli na ciasnej zamkniętej przestrzeni znajduje się sześćdziesięciu chłopa, bez żadnej możliwości wcześniejszego wyjścia, to wcześniej czy później każdy z nich myśli o seksie, co 5 minut. Na mojej fregacie, to i tak miało jeszcze ludzkie oblicze, bo to były tylko rysunki i proza, co prawda niskiego lotu, ale jednak jakaś tam sztuka.  Taki, Np. Paul Gauguin zanim został malarzem był wpierw marynarzem i przez kilka lat służby na morzu musiał bronić cnoty swojego tyłka za pośrednictwem noża, a czasem i nawet za pośrednictwem broni palnej, co prawda nigdy nienabitej.

 - Dobra, dobra, kapitanie. Nie nakręcaj się tak. Wiesz, co jeszcze gadali?

 - No, co?

 - Ponoć za dwa lata „Minerwa” ma pójść na złom.

 - Też to słyszałem. Nie tylko „Minerwa”, ale cała nasza flota. Kompania Europejska uważa, że nasza służba jest niepotrzebna, a przede wszystkim nieopłacalna. 

 - Chyba niewypłacalna, kapitanie?

 - Nasze wynagrodzenie John, to cena bezpieczeństwa, między innymi również twojego, John. Bez nas bezpieczeństwa nie będzie.

 - To, co będzie, kapitanie.

 - Radzę ci John, powoli przekształcaj się na wegetarianizm. Ktoś już kiedyś nam to zaśpiewał w piosence, że „Nam słonina oraz schab, nie smakują, tak, jak szczaw”. To brzmiało jak wróżba. Tym bardziej, że ponoć szczawiu u nas nie brakuje.

 - Czarne chmury na naszą flotą roztaczasz kapitanie.

 - Chmury to już są, ja się tylko modlę by nie lunęło.

 - Gadali też, że się przyjąłeś do firmy ochroniarskiej, kapitanie. To prawda?

 -  Do Ochrony Wybrzeża. 

 - Dla nich ponoć to samo.

 -  Pecunia non olet, John.

 -, Ale też w twoim przypadku nie pachnie fortuną.

 - Fortuna kołem się toczy, John.

 - Zwłaszcza sterowym.

 - Każdy z nas jest dla siebie swoim sterem i żeglarzem. Ahoj John. Dzięki za szklaneczkę.

 - Ahoj kapitanie.

 - Pozdrów ode mnie załogę „Minerwy” , jak się u ciebie jeszcze pojawi i zadedykuj im tę szantę.  

 
Komentarze (13)

Napisane w kategorii Bez kategorii