RSS
 

Archiwum - Październik, 2013

Zaduszki w tawernie „Pod wrakiem”

31 paź

 W dzień zaduszny mamy w „Tawernie pod wrakiem” od lat ustaloną swoistą tradycję. Kiedy już odwiedzimy ziemskie groby naszych bliskich, spotykamy się tu, by powspominać tych, co swe groby mają na dnie morza, lub po prostu najzwyczajniej przeszli smugę cienia. Wiem, że jest to plagiat z filmu „Popiół i diament”, ale ja osobiście uważam, że  najlepsze sceny godne są naśladowania. W tym roku też tak jest. Trochę się jednak spóźniłem. Jakoś po stracie „Minerwy” nie całkiem jeszcze mogę się pozbierać. Wszyscy już czekali.

 - Witaj kapitanie – Zawołał John.

 - Ahoj, John. Witajcie bracia.

Przez kilka chwil ściskaliśmy sobie dłonie, poklepywali po plecach, czasem coś zagadnęli w rodzaju „co słychać”, „co porabiasz”, „dobrze wyglądasz”, „nic się nie zmieniłeś”…. 

 - No, to co, zaczynajmy – odezwał się John.

John ustawił szereg kieliszków na blacie. Obok nich pojawiła się otwarta butelka rumu i zapałki. Skinął na mni,e abym ja pierwszy rozpoczął. Podszedłem do ławy, napełniłem kieliszek, wyciągnąłem zapałki i podpaliłem.

 - „Wigry” rok 1942. Fiord Akranes – wypowiedziałem . John uderzył w najprawdziwszy okrętowy dzwon, który jednak nie był na żadnym statku. Sami go sobie wszyscy ufundowaliśmy i wiemy dobrze, że kiedyś ten dzwon będzie bił nam, gdy znajdziemy się wśród wypominanych braci z morza. Nie umilkł jeszcze jego ton, gdy wszyscy razem wypowiedzieliśmy – pamiętamy.

Teraz John podpalił następny kieliszek.

 - „Czubatka” rok 1955, gdzieś na Morzu Północnym.

 - Pamiętamy.

Następni podchodzili kolejno, zapalali znicz z kieliszka i rumu. John w miarę ubywania paliwa stawiał nową butelkę.

 - „Kudowa Zdrój” rok 1983 , gdzieś na Morzu Śródziemnym.

  - Pamiętamy.

 - „ Busko Zdrój” rok 1985 , Morze Północne.

 - Pamiętamy.

 - „Cyranka” rok 1956 , Łowisko Dogger Bank.

 - Pamiętamy.

 - „Heweliusz” rok 1993, wyspa Rugia.

 - Pamiętamy.

 - „Brda” rok 1975, port Hanstholm.

 - Pamiętamy.

 - „Bieszczady” rok 2000, Morze Północne

 - Pamiętamy.

 - Arend Dickmann , rok 1627 , pod Oliwą.

 - Pamiętamy

 - Bogusław Dionizy Krawczyk, rok 1941, Dundee

 - Pamiętamy.

 - Stefan Kwiatkowski, rok 1939 , Zatoka Gdańska.

 - Pamiętamy.

 - Józef Bartosik, rok 2008, Wielka Brytania.

 - Pamiętamy.

 - Mariusz Zaruski, rok 1941, Chersoń – więzienie NKWD

 - Pamiętamy

 - Eugeniusz Kwiatkowski, rok 1974, Kraków.

 - Pamiętamy.

 - Konstanty Matyjewicz – Maciejewicz, rok 1972 Szczecin

 - Pamiętamy.

 - Włodzimierz Głowacki , rok 1995

 - Pamiętamy

 - Herman Witte, rok 1627 , koło Olandii

 - Pamiętamy.

 - Hans Kizero, rok 1628, w bitwie Pod Latarnią.

 - Pamiętamy.

 - Hieronim Teschke, rok 1628, w Bitwie Pod Latarnią.

 - Pamiętamy.

 Marynarska wiara składała kolejne wypominki. Wymieniali swoich bliskich, krewnych i przyjaciół, którzy odeszli. Niektórych nazwisk, ani jednostek nawet nie znałem. Obce mi były okoliczności ich śmierci lub katastrofy, ale w tym szczególnym dniu  śmierć łączy nas wszystkich. Nie ma tu kapitanów, szyprów, oficerów, admirałów, nie ma podziałów. Jest za to ludzka solidarność i prawda modlitwy, bo my tu, gdy ucichnie już dzwon w tawernie, modlimy się i śpiewamy. Urywane są czasem nasze słowa, czasem rwie się melodia, bo wzruszenie i łzy nie sprzyjają płynności. Ale my żyjemy. Płyniemy dalej. Z tawerny „Pod wrakiem” unosi się nad klifem niosące nadzieję i pocieszenie: Alleluja .   

Kliknij tutaj:Alleluja

 
Komentarze (17)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Na zakręcie

13 paź

 

Stara tawerna, taka jak u Johna jest, jak portal. Ludzie tu wchodzą i wychodzą, a po wejściu lgną do znajomych kamratów podejrzliwie spoglądając na bractwa mniej znajome. Bywa i tak, że wchodzi ktoś zupełnie obcy, siada w kącie, zamawia piwo i patrzy. Patrzy i milczy. Milczy i słucha. Z nikim nie rozmawia, a jeśli już, to tylko z własnymi myślami.  Potem, jak gdyby nigdy nic, odstawia pusty kufel i wychodzi. Są tacy. Na ogół nie groźni, ale nie zawsze. Bynajmniej nie tym razem. Dziś idę do tawerny nie tylko po to by się napić i porozmawiać z Johnem. Dziś idę tu czegoś poszukać. Czego? Nie wiem. Może samego siebie? A może tego łotra, co siedział w kącie i słuchał?

 - Aj, aj kapitan! Cóż za okrutne wieści się szerzą po całym wybrzeżu – przywitał mnie stary John już od samego progu – ponoć straciłeś „Minerwę”.

 - Zaiste to prawda John. Polej setkę, bo mnie żałość wielka ściska…John taki okręt…taki okręt.

John nalał alkohol do szklanki, a ja widziałem, że po raz pierwszy chyba raz nie odmierzał miarką tylko lał szczerze z gwint napełniając ją w ¾ .   

 - No opowiadaj kapitanie, co się stało?

 - Pamiętasz John, jak byłem tu jakieś dwa tygodnie temu?

 - Jasne, że pamiętam. Nieźle się ululałeś kapitanie.

 - Bo musiałem opić propozycję, jaka dostałem z admiralicji. Propozycję nie do odrzucenia.

 - A prawda. Krzyczałeś po pijanemu, że nie będziesz woził tam i z powrotem końskiego mięsa. To była ta propozycja?

 - Otóż to John. Miąłem przez dwa tygodnie pływać na okręcie „Hippocampus” transportujący konie do rzeźni niemal z całej Europy.

 - A ty wtedy kapitanie wszystkim nam w tej tawernie zawzięcie mówiłeś o twojej wielkiej miłości do koni, i że mógłbyś je wozić do schroniska dla koni, a nie do rzeźni dla koni.

 - Tak, John. Tak mówiłem po pijaku, ale to akurat była prawdą , tyle tylko, że prawda okazała się jeszcze bardzie okrutna dla mnie.

 - No, jaka?

 - Polej jeszcze John, bo mnie cholera jasna bierze, jak sobie o tym pomyślę.

John napełnił ponownie szklaneczkę, ale tym razem jakby bardziej oszczędnie.

 - Otóż John, miałem pływać na „Hippocampusie” nie dwa, lecz trzy tygodnie, a tylko tydzień na „Minerwie”. W dodatku za pierwszy tydzień nie dostałbym należnego uposażenia. Kapujesz John. Proponowali mi pracę za frajer.

 - Coś podobnego? Naprawdę? Nie chce mi się w to wierzyć, kapitanie. Admiralicja tak zarządziła?

 - Admiralicja nie. Tak postanowił kapitan „Hippocampusa”, niejaki Marco Fayer.

 - No, ale przez następne dwa tygodnie pewnie byś się odkuł, co?

 - Otóż nie John. Praca pierwszego na „Hippocampusie”  jest o wiele mniej płatna niż na „Minerwie”.

 - To na tym Hippocampie nie byłbyś kapitanem?

 - Otóż to, John. Jedynie pełniącym obowiązki pierwszego oficera. Kapitanem byłby ten Marco Fayer.

 - Ten Marco Fayer myślał zapewne, żeś frajer. Rozumiem, że nie podpisałeś tej umowy, kapitanie?

 - Jasne, że nie, choć liczyłem się z tym, że admiralicja może nie podpisać ze mną żadnej innej umowy.

 - Gadają kapitanie, że nie to było powodem wielkiej niełaski naszego admirała, w jaką popadłeś.

 - Wiem, co masz na myśli, John. Wtedy jak byłem w tej tawernie i topiłem w rumie swój smutek i żal z powodu niepomyślnego obrotu fortuny wykrzyczałem głośno swoje wielce niepochlebne myśli względem ludzi trudniących się zabijaniem koni, a tego Marco powiesiłbym za ….no wiesz za co John, na rei na tym jego „Hippocampusie”. Ponoć obraziłem również międzynarodowe sojusze, w jakie uwikłana jest sama admiralicja.

 - Pojechałeś po bandzie, kapitanie. Nie ma, co, ale ale , kapitanie, sugerujesz, że ktoś to z tej tawerny wyniósł i zrobił z tego użytek? Mam nadzieję, że to nie mnie podejrzewasz?

 - Ależ John, znam cię od lat. Wiem, że to nie ty, ale przypominasz może sobie tego jegomościa, co siedział w rogu?

 - Pewnie, że pamiętam. Złość mnie brała, bo siedział ponad dwie godziny, a zamówił tylko jedno piwo i to z obcym akcentem. Uroda też jakaś taka śródziemnomorska.

 - No właśnie John.  To był Marco Fayer, kapitan „Hippocampusa” .

 - O jasny gwint, kapitanie. Wyleciałeś za burtę za poglądy. Nie wiedziałem, że to się jeszcze zdarza w tym kraju. 

 - Teraz wiesz.

 - Nalać jeszcze? Ja stawiam.

 - Nie, dzięki John. Nie chcę zalać swojego hippoacampusa.

 - Nie rozumiem, kapitanie.

 - Hippocampus to taki robak w mózgu odpowiedzialny za przenoszenie plików z pamięci krótkotrwałej do pamięci długotrwałej.

 - A ja myślałem, że to konik morski, ale teraz rozumiem. Ten Marco zapisał i zapamiętał na długo w swoim robaku pliki utworzone tego dnia w tej tawernie.  

 - W samej rzeczy John, to jednak można zrobić tylko po trzeźwemu. Po pijaku to nie działa. Sam widzisz,   tawerna jest jak portal.  Mam wrażenie, że wszystko jest dzisiaj Internetem.

 - Może jednak naleję? Przecież ty chcesz o tym zapomnieć, a nie zapamiętać.

 - Nie John, jeszcze raz dziękuję. Hippocampus odpowiada również za orientację przestrzenną, a ta może mi się jeszcze przydać. Jestem przecież na zakręcie John.

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii