RSS
 

Archiwum - Wrzesień, 2013

Bałtycka gazowana

25 wrz

Wróciłem z urlopu owiany morską bryzą, napełniony wspomnieniami z Tall Ships Races , opalony, lecz niespalony i raczej średnio wypoczęty. Średnio, bo to wszystko trwało zbyt krótko. Ledwie tydzień. Najlepszą frajdą było to, że na cały ten tydzień pozbyłem się zupełnie telewizji, radia, komórki, Internetu. Jedyną elektroniką, jaką miałem to aparat fotograficzny i kamera. Tydzień bez mediów – smak prawdziwej wolności. Ale, ale ….czas wracać do pracy, a po pracy oczywiście czas powitać Johna.

 - Witaj John. Coś tu u ciebie pustawo.

 - Ahoj kapitanie. Pustawo, bo już po sezonie. Turyści wyjechali, żeglarze ruszyli na morze, a rybacy łowią na gwałt, co się da by zdążyć przed zimowym zastojem. Co podać kapitanie?

 - Bałtycką gazowaną.

 - Co?

 - Ach, John, sory. Wracam właśnie znad morza, gdzie dowiedziałem się, że kąpiąc się w naszym Bałtyku pływam w zasadzie nad gazem lub w gazie, sam nie wiem jak to określić.

 - Z tego, co ja wiem, kapitanie, to ty raczej pływasz na gazie lub pod gazem, albo pod wpływem owego – też nie wiem, jak to określić. 

 - John, proszę cię przestań. To, co chce powiedzieć wcale nie jest takie śmieszne.

 - A co chcesz powiedzieć, kapitanie?

 - Najpierw polej. Może być czysta, ale „Bałtycka”

  - „Baltic- vodka” – dobry wybór, zwłaszcza, że to wyborowa. No, opowiadaj…co z tym gazem?

 - Otóż dowiedziałem się John, że Bałtyk jest bodaj największym magazynem broni chemicznej na świecie.

 - Wielkie nieba, kapitanie, a ja myślałem, że to raczej Syria lub Chiny.

 - No właśnie, że nie. Trucie Bałtyku zaczęło się na dobre pod koniec lat czterdziestych XX wieku. Niemcy w czasie wojny mieli fabryki broni chemicznej między innymi w Brzegu Dolnym nad Odrą, a największy magazyn tych środków znajdował się w okolicach Krapkowic na Śląsku. Naziści w obawie przed przejęciem tych magazynów przez sowietów trujące chemikalia wpuścili wprost do Odry.

 - Coś takiego….

 - To jeszcze nic John. Pod koniec lat 40. XX wieku w Bałtyku topiono wyprodukowane na potrzeby II wojny światowej niemieckie arsenały. Także chemiczne. Wyładowane po brzegi bombami, minami, pociskami, a nawet granatami statki płynęły i wyrzucały do wody zapakowaną w drewniane skrzynie broń. Skrzynie dryfowały czasem wiele kilometrów, niektóre były wyrzucane na brzeg. Wojska NRD czyniły to jeszcze przez niemal całe lata sześćdziesiąte XX wieku.  Tej broni było tak dużo, że czasami nie patyczkowano się z wyrzucaniem jej za burtę, lecz zatapiano cały statek.

 - Kapitanie, przecież ja się w tym morzu kąpię.

 - Ja też. Jakoś nas szlak nie trafił, co, John.

 - Złego diabli nie biorą. Kapitanie, to ile tego gazu może być w Bałtyku?

 - Tylko w rejonie na wschód od Bornholmu leżeć powinno kilka tysięcy bomb lotniczych wypełnionych iperytem, 900 ton związków arsenu, 600 ton adamsytu i 500 ton chloroacetofenonu. W sumie tylko Rosjanie w latach 1947 -1948 zatopili w Bałtyku do 50 tyś ton chemicznych środków bojowych znalezionych w strefie okupacyjnej. Najwięcej broni chemicznej znajduje się na tzw. Głębi Gdańskiej, na obrzeżach Zatoki Puckiej, koło Bornholmu i w Głębi Gotlandzkiej.

  - Strach nawet pomyśleć, jakby to tak wszystko wybuchło.

 - Wybuchnąć nie wybuchnie John. Co najwyżej się rozlezie, o ile już się nie rozlazło. Przecież te skrzynie czy beczki nie były przystosowane do długoletniego przebywania w wodzie słonej. Przeważająca cześć tych ładunków dawno już skorodowała, a chemikalia wylały się na dno akwenu.

 - Kapitanie, chyba zbytnio straszysz. Przecież to powinno być wtedy morze martwe, a jednak coś tam żyje.

 - Nie straszę John. I tym razem, podobnie jak w wielu innych aspektach, ratuje nas szczęśliwe położenie geograficzne. Bałtyk jest, zatem zimnym morzem. W tej temperaturze te gazy pozostają cięższe od wody i nie wypływają na powierzchnię.  Na wielu obszarach Bałtyku strefa przydenna jest z tego powodu całkowicie martwa.

 - Ponoć idzie ocieplenie klimatu.

 - No właśnie John. Strach pomyśleć, ja to świństwo z powodu inwersji temperatur wypłynie na powierzchnię. 

 - Też się boję. Chyba zrobię wyjątek i napije się z tobą kapitanie.

 - Pijmy, więc, Ahoj John, do dna.

 - Do dna kapitanie, byleby nie do bałtyckiego.

 - Ach, John, nie wiadomo, jakie dno ma nas jeszcze spotkać.    

 
Komentarze (16)

Napisane w kategorii Bez kategorii