RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2013

Świat jest wszędzie taki sam

28 kwi

Świat jest wszędzie taki sam

Teraz muszę więcej pływać. Codziennie jestem zanurzony w oceanie pracy. Rozrywka, którą najczęściej jest odwiedzenie „Tawerny pod wrakiem” możliwa jest praktycznie albo o świcie, albo późnym wieczorem (piwo raczej wtedy odpada) lub w weekendzie (wtedy można się napić). Tak też już od wczesnej soboty wpadłem do Johna na pogawędkę przy browarku zważonym osobiście przez niego.

- Witam kapitanie! Coś rzadko pana widuję w moich skromnych progach. Czy coś się stało? – spytał John.

 - Ach, John!  Było dobrze, jest gorzej. Ogólnoświatowy kryzys dopadł i mnie. Nie wiem tylko, dlaczego wszędzie na świecie musi być tak samo? Dlaczego, jeśli pojawia się kryzys, to od razu musi on być ogólnoświatowy? 

 - Pociesz się kapitanie, że i u mnie też raczej nietęgo. U mnie też było dobrze, lecz teraz raczej bryndza.

 - Było nie było John, jedziemy raczej na tym samym wózku. Im ja więcej zarobię, tym więcej wydam u ciebie. Ale, ale nie odpowiedziałeś na moje pytanie, dlaczego jeśli chodzi o kryzys, to świat jest pod tym względem taki sam.

 - Bo światem rządzi żądza pieniądza i ona sama właśnie przyćmiewa, a właściwie niemal całkowicie tępi ludzkie umysły. Jeśli to schorzenie dotknie pewnej wpływowej grupy ludzi: polityków, bankierów, biznesmenów, to, to prowadzi wcześniej czy później do kryzysu.

 - Tylko, dlaczego ja na tym cierpię, a oni nie.?

 - Bo nigdzie na świecie nie masz sprawiedliwości społecznej i pod tym względem świat także jest wszędzie taki sam.

 - Może i coś w tym jest, i wiesz, co John, to wcale nie tyczy tylko kryzysu.

 John spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. Najwyraźniej nie kumał o co mi chodzi.

 - Widzisz John – odparłem – Podróżując po świcie odniosłem takie wrażenie, że tak naprawdę świat, pomimo swej różnorodności, jest wszędzie taki sam. Ot chociażby weźmy jako przykład twoją tawernę. Tam podobnie jak i tu niemal zawsze jest, a przynajmniej był tłok i ścisk, tam też są panienki oferujące miłość na jedną noc i tam także opowiada się niemal te same morskie opowieści, tyle tylko, że w innym języku.

 - No, wiele z tych morskich opowieści ma wymiar ogólnoświatowy, bo ich bohaterowie to cała żeglarska międzynarodowa śmietanka znana każdemu, kto choćby tylko poczuł  morskiej wody smak.

 - Nie zawsze John, nie zawsze. Pamiętam jak w pewnej tawernie stare wilki morskie rozdziawiały gębę z niedowierzania, jak im opowiadałem o bitwie pod Oliwą z 1627 roku lub o wyczynach naszego podwodnika „Orła” w czasie II wojny światowej.

 - Tu w tej tawernie „Pod wrakiem” też bardzo często słyszę po raz pierwszy w życiu o żeglarzach, których niesamowite przygody również rozdziawiają mi gębę z niedowierzania lub podziwu.

 - Czyli jednak, świat jest wszędzie taki sam.

 - O nie kapitanie. Nigdzie na świecie nie ma takiego piwa jak moje.

 - To prawda John. Nigdzie na świecie nie znajdziesz tak dobrze zważonego piwa jak twoje i tak ładnych dziewczyn jak w twej tawernie, choć kręcą tyłkiem tak samo jak te zagraniczne.

 - to są te właśnie drobne różnorodności, kapitanie, które sprawiają, że świat jednak mimo wszystko nie jest taki sam. Postawię ci piwo kapitanie, bo tego też zapewne w obcym kraju nie uświadczysz.

 - Dzięki John. Odwdzięczę ci się  szantą „ Świat jest wszędzie taki sam” z miniaturą moich wspomnień z rejsów.

 - posłuchamy, zobaczymy. Piwo proszę dla pana, kapitanie.

   


1. Byłem w Chinach i Bombaju,
I byłem w Kongo, i wiem, psiakość!
Nie grunt, w jakim jesteś kraju,
Ale – jaki jesteś gość.

Świat jest wszędzie taki sam, tu i tam,
Tak się kręci, jak już raz się zacznie komu.
W każdym porcie bywa ścisk,
W każdym ścisku dają w pysk,
A jak tylko dadzą w pysk – już jestem w domu.

2. Czasem źle jest – to nie szkodzi,
A czasem dobrze, lecz to nie to.
Nie grunt, o co komu chodzi,
Ale grunt – aby tylko szło.

Świat jest wszędzie taki sam, tu i tam,
Tak się kręci, jak już raz się zacznie komu.
W każdym porcie, wzdłuż i wszerz,
Kręcą panny tym, co wiesz,
A jak tylko kręcą tym – już jestem w domu.

3. Czasem coś się w życiu zmieni,
Że niby tędy, a niby tak.
Nie grunt, co się ma w kieszeni,
Ale grunt – na co ma się smak.

Świat jest wszędzie taki sam, tu i tam,
Tak się kręci, jak już raz się zacznie komu.
W każdym porcie bywa szynk,
W każdym szynku czeka drink,
A jak tylko czeka drink – już jestem w domu.

 
Komentarze (16)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Układ zamknięty

12 kwi

 

 

 

 

 

 

 

 

Stara dobra tawerna wybacza wszystkie grzeszki marynarzom, zarówno te popełnione z pełną świadomością, jak i te zdziałane niby przypadkiem i tak jakby niechcący. Tylko tam nigdy nie spotkasz się z pogardą, a raczej zawsze możesz liczyć na wyrozumiałość i wybaczenie. Co najwyżej obdarzeni talentem kabaretowym kamraci pośmieją się z twoich poczynań, ale jeśli postawisz im kolejkę, to i tego szybko zaprzestaną. Taka tawerna to prawie tak, jak konfesjonał. Opowiesz swoją historię i wychodzisz oczyszczony z niezbyt chlubnych jej aspektów, a pokutą będzie niemal zawsze pusta kieszeń, jako skutek zbyt licznych kolejek stawianych słuchaczom. Tak też było i tym razem. Nietypowy miałem, bowiem rejs w tym tygodniu.

- Cześć, John. – zagadnąłem na powitanie.

 - A, witam cię kapitanie. Coś kapitan raczej kiepsko wygląda, czyżby tak trudny rejs dał się we znaki?

 - W pewnym sensie John. Wracam z więzienia.

- Co takiego? A to ci heca! A za co cię osadzili, kapitanie?

 - Za paserstwo.

 - Wielkie nieba! Kapitanie, nigdy bym się tego po panu nie spodziewał.

 - Ja po sobie też John tego się nie spodziewałem.

 - Opowiadaj kapitanie!

 - Ano kupiłem na Allegro sznurki do szmat.

 - Co?

 - No, liny okrętowe, a właściwie całe olinowanie do mojego okrętu.

 - No i w czym problem?

 - Ano w tym, że były kradzione.

 - A skąd mogłeś o tym wiedzieć kapitanie?

 - To samo pytanie zadałem prokuratorowi, który mnie przesłuchiwał.

 - I co on na to?

 - Powiedział, że ja stary wilk morski powinienem wiedzieć, że te liny są podejrzanie zbyt tanie i skoro dokonałem transakcji, to zgodziłem się na udział w paserstwie.

 - Coś podobnego.

 - To jeszcze nic John. Swoje trzy grosze dorzucił jeszcze urząd skarbowy.

 - Urząd skarbowy?

 - Wystosowali do mnie pisma z żądaniem zapłaty podatku WAT od dokonanej transakcji, bo osobnik, który wystawił ten trefny towar oczywiście go nie uiścił.

 - No tak, państwowa kasa musi grać, pańska nie musi.

 - Widziałeś kiedyś grającą pustą kasę John?

 - Naprawdę przykro mi kapitanie. Ale żeby tak od razu do ciupy?

 - No, bo jeszcze mi dorzucili piractwo.

 - Ty, kapitanie piratem? Wybacz, ale zaczyna mnie to śmieszyć.

 - Tragikomedia John. Jednak prawdziwa. Skonfiskowali mi komputer i okazało się, że ściągam nielegalnie pliki muzyczne. Głównie szanty.

 - Ponoć dla siebie można.

 - No tak, ale ja je nadawałem przez głośniki na moim pokładzie dla turystów i załogi, a to ponoć jest nielegalne rozpowszechnianie utworów i naruszenie praw autorskich.

 - I co teraz kapitanie?

 - Nic, jestem zrujnowany.

 - Głowa do góry kapitanie. Popłyniesz w rejs, zarobisz i spłacisz te długi.

 - Bez sznurków nie da rady.

 - A co z nimi?

 - Zarekwirowali jako przedmiot przestępstwa.

 - Załóż stare.

 - Już ich nie mam John. Sprzedałem na Allegro.

 - Układ zamknięty?

 - Układ zamknięty John.

 

 
Komentarze (24)

Napisane w kategorii Bez kategorii