RSS
 

Archiwum - Luty, 2013

Mento w Tawernie „Pod Wrakiem”

19 lut

Już od samego progu tawerny usłyszałem gorące rytmy mento. To pierwotna muzyka Jamajki. Żywa żywiołowa muza z udziałem bębnów gitar i grzechotek oraz tzw.  rhumba box czyli coś w rodzaju wielkiej kalimby podrywała nogi do tańca, ale nikt nie tańczył, tylko niemal wszyscy przytupywali pod stolikiem w rytm melodii. Mnie jednak osobiście uderzyły słowa tych utworów.

- Cześć John – zawołałem na powitanie do znajomego barmana – znasz angielski John?

- Znam, ale przyznam się ci kapitanie, że nie bardzo rozumiem o czym śpiewają.

- To ja ci powiem John. Te teksty to niemal czysta pornografia. Masz szczęście, że to tawerna, której klientela to głównie żeglarze.

- Co ty mówisz kapitanie? Wielkie nieba. Naprawdę nie wiedziałem, ja …..

- Powiem ci coś jeszcze stary. Czy wiesz jak się tańczy mento?

- Nie mam pojęcia.

- Mento to taniec podobny nieco do kadryla i opiera się na powolnym falującym ruchu bioder i bliskim zetknięciu ciał poniżej pasa, które na Jamajce powszechnie określa się jako” dubbing”.

- Pierwszy słyszę….

- A słyszysz te bębny?

- Tak. Wielce rytmiczne.

- To bębny bongo. W tych rytmach zaklęta jest mowa pierwotnego ludu Jamajki . Za pomocą tych bębnów niewolnicy porozumiewali się miedzy sąsiednimi plantacjami, co było wielce pomocne w organizacji buntów i powstań niewolników, których swego czasu na Jamajce nie brakowało.

- Kapitanie. Za takie wiadomości masz u mnie kolejkę. Czego się napijesz?

- Przy takich rytmach to tylko rum wchodzi w grę.

- Mam dwa rodzaje Appletona: biały i special.

- Special poproszę.

- Wiedziałem. Cenisz ten smak kapitanie.

- A wiesz skąd się bierze ten smak i barwa?

- Pojęcia nie mam.

- Prawdopodobnie od sposobu destylacji, ale Jamajczycy powiadają zupełnie inną historię.

Kiedyś po wodach karaibskich siał postrach Nicholas Brown zwany „Wielkim Piratem”. Jego miarka podłych czynów się przebrała, kiedy napadł na plantację trzciny cukrowej w St. Ann i spalił tam dom razem z 16 osobami. Wyznaczono 500 funtów nagrody za pojmanie pirata. Nagroda przypadła twojemu imiennikowi, niejakiemu Johnowi Drudge`owi, który dopadł Browna na jednej z wysepek Kajmanów. W drodze na Jamajkę Brown zmarł na skutek odniesionych ran, ale Drudge, nie chcąc być pozbawionym nagrody, obciął jego głowę i wsadził do beczki z rumem i zaprezentował na Jamajce by udowodnić swe prawo do gratyfikacji finansowej. Z wielkiego skąpstwa, jakim się charakteryzował John Drudge nie wylał on rumu z tej beczki, lecz po prostu ją wypił. Charakterystyczny posmak krwi tak przypadł mu do gustu, że od tej pory zawsze pił rum z jej domieszką. Nazywał to rumem specjalnym.

- Kapitanie. Za te opowieść masz u mnie jeszcze jedna kolejkę tego specjału.

- To może jeszcze ci coś opowiem…

- Nie kapitanie. Na trzecią kolejkę mnie nie stać.

-Och John. Jesteś niemal tak samo skąpy jak ten twój imiennik z Jamajki sprzed 300 lat.

- O nie kapitanie. Nigdy nie wypiłbym rumu, w którym maczała się głowa trupa.

- Zapewniam cię, że ja też nie.

- Ach kapitanie – człowiek tak naprawdę nigdy nie wie do końca co pije.

- Co chcesz przez to powiedzieć John?

- Nic, aj tylko tak…

-  Wiesz, co? Zmieniłem zdanie. Nalej mi białego.

 

 

 

 

 

 
Komentarze (16)

Napisane w kategorii Bez kategorii