RSS
 

Archiwum - Grudzień, 2012

Cztery piwka

29 gru

Cztery piwka

Siedzę sobie w sobotni wieczór i piwko sączę, a gdzieś w tawernie słyszę melodię „Cztery piwka”. Też usłyszycie, jak klikniecie na ten czerwony podkreślony napis tytułowy. O czym śpiewa słynny „Poręba”? Napisałem na dole: o chlaniu, kartach i panienkach do przelecenia, no i o tym, że król też może być pobity, jak się jest asem, ale to on w końcu przeleciał panienkę.

Tę szantę dedukuję wszystkim gościom odwiedzającym „Tawernę pod wrakiem” razem z życzeniami na Nowy Rok. Niech Wam wszyscy moi mili w tym nadchodzącym Nowym Roku nigdy nie zabraknie na piwo, niech Wam nigdy nie skończy się za szybko wódka,  żebyście żyli jak król, żebyście zawsze mieli kogo przytulać i abyście sami byli przytulani, a jeśli nawet zaistniałaby na Waszej drodze jakaś trudna sytuacja, to żebyście zawsze mieli jakiegoś asa w rękawie.

 

Tekst: Jerzy Porębski
Muzyka: Jerzy Porębski

1. Ze Świnoujścia do Walvis Bay a
Droga nie była krótka, a
A po dwóch dobach, albo mniej, a
Już się skończyła wódka. a
„Do brydża!” – krzyknął Siwy Flak a
I z miejsca rzekł – „Dwa piki”, a
A ochmistrz w „telewizor” wlał a
Nie byle jakie siki. E7 a

Ref. Cztery piwka na stół, w popielniczkę pet, A D
Jakąś Damę roześmianą Król przytuli wnet. E7 A
Gdzieś między palcami sennie płynie czas. A7 D
„…czwarta ręka, Króla bije As…” E7 a

2. A w karcie tylko jeden As
I nic poza tym nie ma,
Ale nie powiem przecie – „Pas”,
Może zagrają szlema?
„Kontra” – mu rzekłem, taki bluff,
By nieco spuścił z tonu,
A Fred mu na to – „Cztery trefl!”
Przywalił bez pardonu.

3. A „mój” w dwa palce obtarł nos,
To znaczy: nie ma nic…
I wtedy Flak, podnosząc głos,
Powiedział – „Cztery pik!”
I kiedy jeszcze cztery Króle
Pokazał mu jak trza,
To Fred, z renonsem – „Siedem pik” -
Powiedział – „Niech gra Flak!”

4. A ja mu – „Kontra”, on mi – „Re”,
Ja czuję pełen luz,
Bo widzę w moich kartach, że
Jest atutowy tuz.
Więc strzelam! Kiedy karty Fred
Wyłożył mu na blat,
To każdy mógł zobaczyć, jak
Siwego Flaka trafia szlag.

5. Już nie pamiętam, ile dni
W miesiące złożył czas,
Morszczuki dosyć dobrze szły
I grało się nie raz,
Lecz nigdy więcej Siwy Flak,
Klnę na jumprowe wszy,
Choćbyś go prosił tak, czy siak,
Nie zasiadł już do gry!

Ref. W popielniczkę pet, cztery piwka na stół,
Już tej Damy roześmianej nie przytuli Król.
Gdzieś nam się zapodział atutowy As,
Tego Szlema z nami wygrał czas.

Cztery piwka na stół, w popielniczkę pet,
Jakąś Damę rozebraną Król przeleci wnet,
Gdzieś między palcami sennie płynie czas.
„…czwarta ręka, Króla bije As…”

 
Komentarze (16)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Butelka w oceanie

25 gru

 

Butelka wyrzucona za burtę statku najczęściej jest zwykłym śmieciem. Prawda, że niezbyt szkodliwym dla środowiska, bo obojętnym, ale jednak śmieciem. Możemy sobie na lądzie urządzać akcje sprzątania świata, lecz bardzo trudno jest posprzątać oceany. Tylko w jednym przypadku jestem zwolennikiem wyrzucenia butelki za burtę: tylko wtedy, gdy zawiera jakąś treść, np. list, albo pewną informację.

Butelka szczelnie zakorkowana i powierzona morzu okazuje się jednym z najlepiej pływających przedmiotów znanych człowiekowi. Może beztrosko płynąć podczas huraganów czy tropikalnych sztormów, może przeskoczyć przez najbardziej niebezpieczne rafy. W pewnym sensie to najlepsze schronienie dla listu znajdującego się wewnątrz. Taki list może zawierać wyznanie miłosne, albo ostatnią informację o losach jachtu i jego załogi, może też być wyrazicielem bólu, tęsknoty czy samotności.

Wiatry i prądy odgrywają wielką rolę w podróży każdej butelki; sztormy i rafy również mogą zmienić jej kurs. Czasem zagarnie ją jakaś rybacka sieć i przeniesie kilkanaście mil w kierunku przeciwnym do tego, w którym zmierzała. W rezultacie dwie butelki jednocześnie wrzucone do oceanu mogą trafić na różne kontynenty, niekiedy do przeciwległych części globu.  Nie sposób przewidzieć, dokąd butelka zawędruje. To stanowi tajemnicę.

Tajemnica ta intrygowała człowieka, od chwili gdy stworzył butelkę. Niewiele osób próbowało dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat. W 1929 roku zespół niemieckich naukowców postanowił prześledzić drogę pewnej butelki. Wrzucono ją do wody na południu Oceanu Indyjskiego, umieszczając w środku kartkę z prośbą do znalazcy, aby zapisał miejsce, w którym ją znalazł i ponownie wrzucił do morza. Do 1935 roku butelka okrążyła ziemię, pokonując blisko 16 tysięcy mil. Była to najdłuższa odległość jaka oficjalnie zanotowano.

Listy znalezione w butelkach w butelkach opisywano w kronikach od stuleci; autorzy niektórych z nich przeszli do historii. Na przykład w połowie XVIII wieku Ben Franklin dzięki listom umieszczonym w butelkach, zebrał podstawowe informacje o prądach Wschodniego Wybrzeża – są one wykorzystywane do dziś. Nawet obecnie amerykańska marynarka używa butelek do gromadzenia danych o przypływach i prądach; często stosuje się je do określania kierunku rozlewiska ropy.

Najbardziej znany w historii list w butelce wysłał w 1784 roku młody żeglarz, Chunosuke Matsuyama, który, gdy rozbiła się jego łódź, znalazł się na małej rafie koralowej bez jedzenia i wody. Przed śmiercią wyrył opis tego, co się wydarzyło, na kawałku drewna, po czym włożył go do butelki. W 1935 roku, sto pięćdziesiąt lat  od chwili wysłania, fale wyrzuciły ją na brzeg w małej rybackiej wiosce w Japonii, gdzie Matsuyama  się urodził.

 

 
Komentarze (24)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

List z „Falkona”

19 gru

 

Sztorm

Pewnego dnia w środku zimy siedziałem w tawernie „Pod Wrakiem”, kiedy to dosłownie wpadł do niej szyper z kutra „Andrea Doria” i pokazał nam wszystkim najpierw butelkę a potem list, jaki w niej znalazł. Zaczęliśmy czytać po kolei podając sobie skrawek papieru.

 

Jesteśmy na Georges Bank. Straciliśmy łańcuch kotwiczny, nie mamy steru i kadłub przecieka. Fala zmyła dwóch ludzi i załoga pozostała już całkiem bez nadziei na ratunek z powodu kotwicy i steru. Ten, kto znajdzie butelkę niech przekaże tę wieść dalej. Oby Bóg się nad nami zlitował”.

Wiadomość pochodziła z „Falkona”, statku, który wyszedł w morze z Gloucester w 1895 roku i już nigdy z niego nie powrócił. Jednostka, która traci kotwicę na łowisku Georges Bank, dryfuje bezsilnie, aż w końcu znosi ją na płytsze wody, gdzie zostaje rozbita na drobne kawałki przez fale przyboju. Zapewne jeden z marynarzy z „Falkona” wcisnął się w kąt koi w kubryku i w świetle rozhuśtanej latarni sztormowej gorączkowo pisał te słowa. To był koniec i wszyscy na statku musieli o tym wiedzieć. Jak zachowują się mężczyźni na tonącym statku? Chwytają się kurczowo jeden drugiego? Puszczają w obieg butelkę whisky?  Płaczą?

Ten marynarz pisał; przelewał na papier ostatnie chwile życia dwudziestu mężczyzn. Skończywszy, zakorkował butelkę i wyrzucił ją za burtę. Może pomyślał przy tym, że w podobnej sytuacji nawet sam diabeł nic by już nie pomógł. Potem zszedł pod pokład. Odetchnął głęboko. Próbował się opanować. Przygotował się na pierwsze uderzenie morza.

Takie obrazy zaczęły się nam nasuwać, gdy czytaliśmy ten list. Pogoda za oknem, zapewne jak wtedy,  była  fatalna. Wiał silny przenikliwy wiatr padał deszcz, snuły się mgły. Tyle, że po tej wiadomości zrobiło się jeszcze bardziej szaro i ponuro. Stara historia z przed lat znalazła w końcu swoje wyjaśnienie. Oczywiście starym zwyczajem uczciliśmy załogę „Falkona” cichym toastem, który zafundował nam stary barman John.

Ja pijąc ten toast wyraziłem takie moje prywatne życzenie, aby wszystkie katastrofy świata znalazły swoją prawdziwą przyczynę, żeby w takich zdarzeniach nigdy nie było niedomówień, niejasności, zmyślanych faktów, no i żeby wyjaśnienie okoliczności katastrofy nie ciągnęły się latami, albo wiekami, tak jak w przypadku Ramzesa III, gdzie przez 3 tysiące lat wszyscy myśleli, że zmarł w wyniku ukąszenia węża, a okazało się, że mu gardło poderżnęli.

 
Komentarze (22)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Tawerna

16 gru

 

Stara tawerna „Pod Wrakiem” , która wiele widziała i wiele słyszała stoi po dziś jeszcze na samym skraju wielkiego klifu. Tak, jak kiedyś przed wiekami, na szerokiej werandzie stoją kobiety i wypatrują na głębokim horyzoncie okrętów, gdzie wśród majtków, żeglarzy, oficerów, rybaków, szyprów i innej morskiej braci, są ich synowie, mężowie, kochankowie, narzeczeni lub po prostu przyjaciele. I tak, jak kiedyś, siedzą w niej marynarze, piją piwo, dżin lub rum, albo wszystko zmieszane razem i opowiadają tam swoje morskie przygody. I tak jak kiedyś samotni żeglarze znajdą tu w tawernie „Pod Wrakiem” swoją miłość taką na jedną noc. Bywa i tak, że któryś z tych morskich wilków nie wraca z morza i nie powróci już nigdy. Wtedy w tawernie słychać płacz kobiet i smutne toasty kamratów, a barman stawia „kolejkę” wszystkim, bo to dobry gość z niego był. Jak mógł nie być skoro przepijał w tej tawernie swoje ciężko zarobione pieniądze, a na poddaszu „zaliczył” wszystkie panienki będące na etacie „Tawerny Pod Wrakiem”. Tawerna to nie tylko pijatyka i swawola. W tawernie znajdzie pracę na morzu ten, kto jej szuka. W tawernie można usłyszeć najświeższe wieści z morza z najdokładniejszą  prognozą pogody włącznie. Tawerna to miejsce spotkań na dobre i na złe czasy. Tu schodzą się wszystkie plotki w wiadomości z okolicy, a gdy jakiś kuter długo nie wraca z połowu, tu też schodzą się i ludzie i razem czekają. Czekają na jakikolwiek sygnał z morza lub ze stacji ochrony wybrzeża potwierdzający życie lub śmierć ich bliskich.

Siedzę i ja w tej tawernie „Pod Wrakiem” piję piwo, a z okopconych ścian słyszę dawne melodie szant i głosy tych, co przeszli już swoją smugę cienia. Siedzę i piję piwo z duchami, słucham ich historii, a gdy opadną opary dymu i alkoholu zachowane resztki tych historii potoczą się dalej na tym właśnie blogu.

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii